Szczyt UE: Niemcy pozwolą Francuzom strzelić bramkę, by potem wygrać cały mecz.

Dziś po południu rozpoczyna się drugie podejście do wieloletniego budżetu UE i tym razem „do trzech razy sztuka” powiedzieć nie można. Polityczny kalendarz w Europie, czyli zbliżające się wielkimi krokami wybory w Niemczech, a później wybory do Parlamentu Europejskiego mogą zmienić polityczny układ sił, ale Unia już czekać nie może. Obecny wieloletni budżet skończy się w tym roku.

Mimo ostrożnych wypowiedzi Kanclerz Merkel i Prezydenta Hollande'a wierzę jednak w porozumienie. Myślę, że będzie tak, jak podczas wczorajszego meczu Francja - Niemcy. Niemcy pozwolą Francuzom strzelić bramkę, by potem wygrać cały mecz.



Czasu jest coraz mniej, a chcemy uniknąć prowizorium, bo to oznaczałoby coroczne kłótnie w sprawie unijnego budżetu. Sparaliżowałoby to UE, uniemożliwiłoby długoterminowe planowanie inwestycji oraz byłoby niebywale groźne w związku z planami utworzenia osobnego budżetu dla strefy Euro.

Mamy zapewnienie, że nie będzie dalszych, poważnych cięć w politykach, które są dla nas szczególnie ważne (spójność i rolnictwo). Pytanie, czy obietnice te zostaną dotrzymane.

To będzie głównie rozgrywka między płatnikami, którzy muszą dogadać się co do podziału kosztów. Tak jak powiedział Pan Premier, to ich głos jest naturalnie bardziej słyszalny. Walczące z kryzysem w domu rządy największych płatników do budżetu UE są nastawione na cięcia, mało kto jednak kwestionuje to, co dla nas najważniejsze i dlatego jest szansa na korzystne dla nas porozumienie.

Przewodzący szczytowi Van Rompuy nie może jednak znów popełnić błędu. To Kanclerz Merkel musi jawić się jako Święty Mikołaj rozdający prezenty. Szczyt listopadowy upadł, bo Van Rompuy chciał ją w tym wyręczyć.
Trwa ładowanie komentarzy...