O autorze
Jestem Europosłem, który wywodzi się ze środowiska naukowego, więc nieustająco świerzbi mnie ręka, aby dzielić się swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi tego, co dzieję się w Unii Europejskiej. Posłem stosunkowo nowym w polityce. Łudzę się, że jeszcze zdolnym do świeżego spojrzenia. Media mainstreamowe skupiają się głównie na teatrze politycznym, mnie interesuje raczej analiza tego, co dzieje się w „europejskiej kuchni“. Podobno o Unii nie da się mówić w sposób ciekawy. Czas się zmierzyć z tym stereotypem. Ja jestem jednak przekonany, że to czego świadkami jesteśmy w PE - poza nic nieznaczącymi połajankami posłów z małych frakcji, czy happeningami pod publiczkę - jest naprawdę pasjonujące. To tu powstaje ponad połowa prawodawstwa obowiązującego w Polsce, a kulisy wykuwania kompromisu są naprawdę ciekawe i nieraz zaskakujące. Tutaj mamy dostęp do informacji z pierwszej ręki z 27 państw członkowskich – informacji na temat sytuacji wewnętrznej, wyborów, czy polityków z pierwszych stron gazet. To tu, w Brukseli i Strasburgu, się negocjuje, decyduje, a czasem bezwstydnie knuje. Warto mieć na to wszystko baczenie, zwłaszcza że rzadko się o tym słyszy

Szczyt UE: ostateczna rozgrywka trwa, ale Polska jak na razie wychodzi zwycięsko

Póki co możemy oceniać jedynie propozycję Van Rompuy'a, która po nocnych przepychankach pomiędzy największymi płatnikami do budżetu UE trafiła dziś rano na stół negocjacyjny. Wygląda jednak na to, że porozumienie jest blisko. Mimo, że globalnie pieniędzy w budżecie jest mniej, Polska jednak zyskuje. Nasz postulat, by cięć nie dokonywać kosztem nowych państw członkowskich skutecznie się przebił.

Więcej pieniędzy na politykę spójności i więcej, wbrew temu co pisze nasza opozycja na politykę rolną (w tym rozwój obszarów wiejskich, gdzie mamy dodatkowych niemal 1,5 miliarda euro w porównaniu z propozycją listopadową) to niewątpliwie dobre wiadomości. Wygląda na to, że Polce z jednej i drugiej puli przypadnie odpowiednio 72,8 mld euro i 28, 5 euro mld. W ramach tej drugiej puli mamy również elastyczność w przesuwaniu środków na dopłaty bezpośrednie. Łączna suma może zamknąć się w 106 miliardach euro. Polska nigdy nie miała takich pieniędzy na rozwój!!!



Liczby to jednak nie wszystko, ważne są też zasady wydawania pieniędzy, a to już szczegóły, w które mało kto na tym etapie wchodzi. A szkoda, bo tu też jest lepiej niż poprzednio. Dla wtajemniczonych-zanosi się na zgodę na kwalifikowalność VATu (w skrócie zgodę dla gmina do rozliczania z funduszy UE kosztów VATu przy projektach infrastrukturalnych) oraz przedłużenie czasu rozliczania projektów na 3 lata. Obawę może budzić jedynie wprowadzenie możliwości rewizji podziału środków w połowie okresu budżetowego. Ta elastyczność to pozostawienie Unii pola manewru w dysponowaniu środkami w przypadku pogłębiania się kryzysu. W najgorszym przypadku dalszych gospodarczych perturbacji w strefie Euro, mogłoby to oznaczać zwiększenie puli dla innych państw członkowskich. Mało jednak prawdopodobne by odbyłoby się to naszym kosztem.

Oczywiście budżet dla Europy powinien być większy i bardziej ambitny, ale w obecnych warunkach kryzysu to i tak spory sukces. To jednak nie koniec, pytanie czy to porozumienie zaakceptuje Parlament Europejski. Jeżeli nie, to czy obie instytucje dogadają się nieformalnie, czy też skończy się na formalnym odrzuceniu budżetu? Ta ostatnia opcja wymagałaby od Komisji Europejskiej przedstawienia nowej propozycji i zabawa zaczęłaby się od początku, a to byłoby dla nas niebezpieczne.
Trwa ładowanie komentarzy...