Parlament swoje stanowisko przyjął w poniedziałek. Wypracowano kompromis, który pogodził zwolenników totalnej ochrony prywatności, z tymi, którzy widzieli w niej zagrożenie dla ważnego sektora gospodarki, czyli firm działających w necie. Znalazły się w nim również zapisy odpowiadające na skandal związany z amerykańską inwigilacją za pomocą programu PRISM. Europosłowie chcą m.in. zakazać wszystkim firmom działającym na terenie UE przekazywania danych Europejczyków do państw trzecich. Za złamanie tego zakazu groziłyby wielomilionowe kary. Jasna stała się też konieczność podpisania nowej umowy z USA, która dopełniłaby prawo unijne tam, gdzie amerykańskie firmy wymkną się europejskiej jurysdykcji.
Aby nowe prawo weszło w życie, Parlament Europejski musi dogadać się teraz z państwami członkowskimi. Te zaś jeszcze na początku tygodnia wydawały się bardzo dalekie od wewnętrznego porozumienia. Premier Tusk, wsparty ogromnym zaangażowaniem Ministra Boniego, jechał do Brukseli z jasnym przekazem: prace nad nowym prawem powinny przyspieszyć, a Polska, bogatsza o doświadczenie z ACTA wie, że ochrona prywatności w dobie internetu, to temat ważny dla obywateli. Wygląda na to, że cel został osiągnięty. Po stronie Polski znalazły się tak kluczowe kraje jak Francja i wstrząśnięte skandalem Niemcy, a podjęta wczoraj decyzja daje nadzieję na przełom. Ochrona prywatności w sieci ma tym razem szansę na stale zainteresować polityczny mainstream.
