O autorze
Jestem Europosłem, który wywodzi się ze środowiska naukowego, więc nieustająco świerzbi mnie ręka, aby dzielić się swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi tego, co dzieję się w Unii Europejskiej. Posłem stosunkowo nowym w polityce. Łudzę się, że jeszcze zdolnym do świeżego spojrzenia. Media mainstreamowe skupiają się głównie na teatrze politycznym, mnie interesuje raczej analiza tego, co dzieje się w „europejskiej kuchni“. Podobno o Unii nie da się mówić w sposób ciekawy. Czas się zmierzyć z tym stereotypem. Ja jestem jednak przekonany, że to czego świadkami jesteśmy w PE - poza nic nieznaczącymi połajankami posłów z małych frakcji, czy happeningami pod publiczkę - jest naprawdę pasjonujące. To tu powstaje ponad połowa prawodawstwa obowiązującego w Polsce, a kulisy wykuwania kompromisu są naprawdę ciekawe i nieraz zaskakujące. Tutaj mamy dostęp do informacji z pierwszej ręki z 27 państw członkowskich – informacji na temat sytuacji wewnętrznej, wyborów, czy polityków z pierwszych stron gazet. To tu, w Brukseli i Strasburgu, się negocjuje, decyduje, a czasem bezwstydnie knuje. Warto mieć na to wszystko baczenie, zwłaszcza że rzadko się o tym słyszy

Ochrona prywatności w sieci – czy Amerykanie wyświadczyli nam przysługę?

Wiadomość o podsłuchiwaniu komórki Kanclerz Merkel zelektryzowała pierwszy dzień szczytu europejskich przywódców w Brukseli. Francja i Niemcy już zapowiedziały, że do końca roku będą chciały podpisać z USA umowę o 'nie szpiegowaniu'. W specjalnym oświadczeniu szefowie 28 państw UE przestrzegli, że brak zaufania na linii UE-USA może zaszkodzić współpracy wywiadowczej, która jest kluczowa w walce z terroryzmem. Ale co z tego wynika dla przeciętnego Europejczyka? Na podsłuchowym skandalu może skorzystać niszowy dotąd temat- ochrona prywatności w sieci.

Wygląda na to, że dzięki rewelacjom o amerykańskim szpiegowaniu przyspieszą prace nad nowym prawem ochrony danych osobowych w UE. Instytucje UE od roku pracują nad nową regulacją, która ma poprawić ochronę prywatności w sieci. Nowe prawo da nam więcej kontroli nad tym, co dzieje się z informacjami, które zostawiamy na swój temat w internecie. Skorzysta na nim także biznes, bo będzie miał do czynienia z takimi samymi zasadami we wszystkich 28 państwach członkowskich.



Parlament swoje stanowisko przyjął w poniedziałek. Wypracowano kompromis, który pogodził zwolenników totalnej ochrony prywatności, z tymi, którzy widzieli w niej zagrożenie dla ważnego sektora gospodarki, czyli firm działających w necie. Znalazły się w nim również zapisy odpowiadające na skandal związany z amerykańską inwigilacją za pomocą programu PRISM. Europosłowie chcą m.in. zakazać wszystkim firmom działającym na terenie UE przekazywania danych Europejczyków do państw trzecich. Za złamanie tego zakazu groziłyby wielomilionowe kary. Jasna stała się też konieczność podpisania nowej umowy z USA, która dopełniłaby prawo unijne tam, gdzie amerykańskie firmy wymkną się europejskiej jurysdykcji.

Aby nowe prawo weszło w życie, Parlament Europejski musi dogadać się teraz z państwami członkowskimi. Te zaś jeszcze na początku tygodnia wydawały się bardzo dalekie od wewnętrznego porozumienia. Premier Tusk, wsparty ogromnym zaangażowaniem Ministra Boniego, jechał do Brukseli z jasnym przekazem: prace nad nowym prawem powinny przyspieszyć, a Polska, bogatsza o doświadczenie z ACTA wie, że ochrona prywatności w dobie internetu, to temat ważny dla obywateli. Wygląda na to, że cel został osiągnięty. Po stronie Polski znalazły się tak kluczowe kraje jak Francja i wstrząśnięte skandalem Niemcy, a podjęta wczoraj decyzja daje nadzieję na przełom. Ochrona prywatności w sieci ma tym razem szansę na stale zainteresować polityczny mainstream.
Trwa ładowanie komentarzy...